NZOZ Centrum Pomocy Profesjonalnej
Umów wizytę 22 24 12 444
Warszawa „Babka Tower” al. Jana Pawła II 80 lok. 21 i lok. 129
Opowieści, które nas tworzą – wywiad w „Charakterach”

W rodzinach opowiada się różne historie. Dziecko dowiaduje się, czy ważniejsze jest mieć, czy być, albo co znaczy być kobietą lub mężczyzną. Czasem mówi się o tym wprost, czasem zaś wynika to pośrednio z opowieści członków rodziny o ich własnym życiu.

Rozmowa z dr hab. Anną Cierpka.

dr hab. Anna Cierpka jest psychologiem i psychoterapeutą. Pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego i w Centrum Pomocy Profesjonalnej w Warszawie. Interesuje się problematyką funkcjonowania rodziny i tożsamości oraz psychologią narracyjną. Jest autorką licznych publikacji m.in. książki: „Tożsamość i narracje w relacjach rodzinnych”, współautorka „Psychologii narracyjnej”. Specjalizuje się w terapii rodzinnej.

Karolina Rogaska: Adam, bohater filmu „Cicha noc” ma opowieść o ojcu, którego nie było przy nim, bo pracował za granicą. I choć syn cierpiał z tego powodu, po latach sam wyjechał do pracy w Holandii. Czy rodzinne opowieści wpływają na to, co nam się w życiu przydarza?

Anna Cierpka: Jesteśmy „zanurzeni” w rodzinnych opowieściach od samego początku bycia w rodzinie. Narracje rodzinne dostarczają nam określonej wiedzy o świecie, przez ich pryzmat postrzegamy rzeczywistość. Jak mówił psycholog Jerome Bruner: narracja naśladuje życie, a życie naśladuje narrację. Poprzez tworzenie historii porządkujemy swoje doświadczenie, nadajemy mu sens i organizujemy je w spójną znaczeniowo całość. Dokonujemy w jakimś sensie „aktu stworzenia”.

Na czym on polega?

Doskonale pokazują to na przykład badania prof. Elżbiety Dryll. Matki opowiadały o swoich dzieciach; część z nich miała dzieci, które sprawiały kłopoty wychowawcze w przedszkolu. Okazało się, że matki „grzecznych” dzieci, tych które nie stwarzały problemów, opowiadały o nich spontanicznie i prosto: jakie są, co lubią, a czego nie. Nie mówiły o nich samych pozytywnych rzeczy, ale ich opowieść była jak swobodny strumień, mniej więcej oddający chronologię życia dziecka. Natomiast matki dzieci „niegrzecznych” tworzyły narracje z tezą. Zaczynały od stwierdzenia, że mają trudne dziecko, a potem dostarczały argumentów, by to potwierdzić.

Jeśli myślę, że mam trudne dziecko, to ono częściej takie się okazuje?

Posiadając taki schemat narracyjny, matka mimowolnie nastawia się na dostrzeganie specyficznych zachowań dziecka, potwierdzających na wstępie postawioną tezę. Jej oczekiwania zaś wpływają na to, jak kontaktuje się z dzieckiem i na zasadzie samospełniającej się przepowiedni wywołują określone reakcje dziecka, a pośrednio wpływają na kształtowanie się cech jego charakteru. Dorastając w opowieści o trudnym potomku dziecko włącza jej elementy do narracji o sobie – stopniowo staje się takie, jak „opowiada je” matka. I przez ten pryzmat będzie postrzegało siebie w życiu dorosłym.

 Czy to oznacza, że sposób, w jaki opowiadają o nas rodzice, wpływa na to, jakimi ludźmi się stajemy?

W pewnej mierze tak. W rodzinach opowiada się różne historie. Dziecko dowiaduje się na przykład, czy ważniejsze jest mieć, czy być, albo co znaczy być kobietą lub mężczyzną. Słyszy opowieści określające, czy posiada zasoby czy deficyty. Czasem mówi się o tym wprost, czasem zaś wynika to pośrednio z opowieści członków rodziny o ich własnym życiu. Kształtują się schematy, które dla dziecka stają się podstawą wiedzy na temat życia w ogóle. Narracje rodzinne dotyczą wielu kwestii, takich jak historia rodziny, ważne wydarzenia, rodzinne legendy, normy i wartości wyznawane w rodzinie, reguły porozumiewania się, a także charakterystyki poszczególnych członków rodziny. To właśnie opowieści o osobach, etykiety tożsamościowe opatrzone tytułem, stają się dla tych osób ramą dla budowania narracji o sobie. Narracje są uzgadniane w rodzinie, wyłaniają się podobne znaczenia. Dr Małgorzata Chądzyńska analizowała, na ile podobne są narracje poszczególnych członków rodziny. Okazało się, że sędziowie kompetentni bez większego problemu byli w stanie stwierdzić, które narracje powstały w tej samej rodzinie. Rodzinne opowieści mają wiele wspólnych elementów; dotyczy to zarówno treści, jak i struktury formalnej narracji oraz jej fragmentów.

 Dlaczego narracje różnych rodzin są odmienne. Od czego to zależy?

Od wielu różnych czynników, na przykład od spójności rodziny. Badałam, czy rodziny różniące się pod tym względem, mają też różne, specyficzne narracje. Ze względu na spójność David Olson wyróżnił rodziny luźne, połączone, odseparowane i splątane. Jego zdaniem, optymalna jest rodzina połączona, o umiarkowanej spójności. Granice między członkami rodziny oraz między nimi a światem są tu półprzepuszczalne. To znaczy, że członkowie mają dobry kontakt ze sobą i ufają sobie, ale respektują także swoją indywidualność i odrębność. Ważny jest czas spędzany razem, większość decyzji jest podejmowanych wspólnie. W rodzinach splątanych zaś nie ma granic – członkowie wiedzą o sobie nawzajem wszystko, a od reszty świata oddzieleni są grubym murem. Spójność jest tak duża, że staje się patologiczna. W rodzinie luźnej granica na zewnątrz jest otwarta, osoby częściej kontaktują się z innymi ludźmi niż członkami własnej rodziny. Z kolei w rodzinach odseparowanych granice zewnętrzne i wewnętrzne są częściowo otwarte, ważna jest przede wszystkim przestrzeń prywatna, niewiele jest aktywności rodzinnej. Z moich badań wynika, że w zależności od stopnia spójności rodziny tworzą się różne narracje – innego języka używa się do opisu osób i odmiennie ocenia ich działania. Na przykład, im wyższy poziom spójności rodziny, tym bardziej złożona, dłuższa i pozytywna jest charakterystyka ojców, również ich własna autonarracja. Podobnie jest w przypadku dzieci, chociaż w rodzinach odseparowanych – wbrew naszym oczekiwaniom – dzieci oceniają siebie gorzej niż w rodzinach luźnych.

 Dlaczego się tak dzieje?

Przypuszczam, że w rodzinach luźnych dzieci czują wyraźnie, że nie ma co liczyć na relację z rodzicami. Szukają zatem kontaktów na zewnątrz rodziny, tam realizują potrzebę bliskości, tam budują poczucie własnej wartości. Natomiast w rodzinach odseparowanych dzieci żyją jak na huśtawce – czasem mają kontakt z rodzicami, czasem nie, z uwagi na niewielką przestrzeń podzielaną rodzinnie. W nadziei, że ten kontakt z rodzicem znów nawiążą, nie szukają wsparcia na zewnątrz, choćby w grupie rówieśniczej. Być może to sprawia, że oceniają siebie tak negatywnie.

 A jak opisywane są matki?

Niezależnie od typu rodziny, opisywane są właściwie tak samo – zarówno przez członków rodziny, jak i we własnej opowieści na swój temat. Szukaliśmy rozwiązania tej zagadki. Dotarliśmy do badań prof. Jerzego Bartmińskiego, językoznawcy, który analizował stereotyp matki w polskiej kulturze. Kiedy prosił badanych, by opisali matkę, padały głównie określenia: dobra, poświęcająca się, oddana, ciepła. Okazuje się, że w naszej kulturze taki obraz matki wciąż dominuje – stąd pewnie bierze się stałość jej opisu w narracjach.

 Ciągle panuje stereotyp tzw. „matki Polki”?

Jest on mocno ugruntowany kulturowo i językowo. Jeżeli przyjrzymy się naszej historii, kobieta była i jest tą, która zostaje w domu, gdy mężczyzna wyjeżdża na wojnę lub w innych misjach. Ona dba o ognisko domowe i pilnuje, by rodzina się nie rozpadła. Do tego dochodzi silny kult Matki Bożej. Może to wpływać na opisywanie matki jako pełnej poświęcenia i bezgranicznego oddania. Być może dlatego tak trudno jest w naszym społeczeństwie kobietom, które nie mają dzieci i nie założyły rodziny, bo postawiły na realizowanie się zawodowo. Ich opowieść różni się od dominującego dyskursu.

 A z jakiego wzorca kulturowego czerpiemy, opowiadając o ojcu?

Najczęściej ze stereotypu bohatera i przewodnika. Ojciec ma być tym, kto pokazuje dziecku świat i bierze na siebie odpowiedzialność za rodzinę. Ta opowieść nie jest jednak tak jednoznaczna jak w przypadku matek. Natomiast wyniki moich badań pokazują, że ojcowie mają znaczącą rolę w tworzeniu narracji rodzinnych. Opowieści ojca i o ojcu zmieniają się w zależności od poziomu spójności rodziny. Można zatem sformułować hipotezę, że to właśnie w tych narracjach jest wyraźniej zakodowany obraz rodziny. Co więcej, sposób funkcjonowania ojców ma duże znaczenie dla konstruowania historii osobistej przez ich dzieci.

Ojcowie silniej niż matki wpływają na narrację swych dzieci?

Można tak powiedzieć. Z Anną Kraszewską analizowałyśmy autonarracje pisarzy. Okazało się, że im gorzej oceniali oni swoją relację z ojcem, tym bardziej złożoną narrację o sobie tworzyli. Prawdopodobnie dochodzi tu do tzw. narracyjnego samopodtrzymywania. Deficyt w relacji z ojcem sprawia, że taki ktoś czuje potrzebę, by dookreślić obraz „ja”. Inne moje badania potwierdzają, iż sposób funkcjonowania ojca w rodzinie ma związek z właściwościami opowieści, jakie tworzą o sobie dorastające w tej rodzinie osoby. Jeśli ojciec był silny i obecny w rodzinie, wypełniał swoje zadania i role, narracje dorosłych dzieci są bardziej złożone i pozytywnie nacechowane. Jako najważniejszy twórca rodzinnej narracji ojciec wydaje się być także najważniejszym współkreatorem narracyjnej tożsamości dzieci.

 A jak na naszą opowieść o nas samych oddziałuje rodzeństwo?

Jedynak inaczej będzie opowiadał o sobie niż ktoś, kto wyrastał wśród rodzeństwa. System rodzinny ma wtedy inną dynamikę i strukturę. Osoby posiadające rodzeństwo tworzą bogatsze narracje, zawierające więcej wątków na własny temat. Co więcej, jeżeli dodatkowo mają poczucie wspólnoty norm i wartości z bratem czy siostrą, ich narracja będzie jeszcze bogatsza. Pewnie dlatego, że mają wtedy możliwość otwartego dzielenia się, poruszania wielu wątków w rozmowach i ujrzenia siebie w wielu kontekstach. Z kolei brak wspólnoty norm i wartości z rodzeństwem wiąże się z rozbudowanym opisem osób spoza rodziny. Zarazem słaba wieź z rodzeństwem wiąże się z bardziej pozytywną oceną innych osób, spoza rodziny. Brak dobrego porozumienia z rodzeństwem może zatem prowadzić do poszukiwania na zewnątrz osób, które będą dzielić nasze historie.

 Zdarza się, na przykład podczas minionych Świąt, że spotykamy się z krewnymi i opowiadamy sobie rodzinne historie. Czy jest to ważne?

Badania pokazują, iż znajomość historii własnej rodziny wiąże się z lepszym funkcjonowaniem w dorosłym życiu. Nie znaczy to, że gdy zaczniemy sobie opowiadać historie, nagle wszystko się zmieni. To się dzieje latami i wynika z tradycji rozmów przy obiedzie, podczas świąt czy codziennych czynności. Ważne jest dbanie, by była przestrzeń na dzielenie się opowieściami i wspólne ich przeżywanie. Im częściej przytaczamy różne historie naszym dzieciom, tym bardziej złożoną i kompletną opowieść o świecie od nas dostają. A to pomaga im patrzeć na życie z różnych perspektyw i łatwiej się odnajdywać w relacjach z ludźmi.

A jeśli wyszliśmy z domu rodzinnego z ubogą albo raniącą autonarracją, to mamy szansę później ją rozbudować i zmienić?

Takie jest założenie terapii narracyjnej. Osoba przychodzi do terapeuty z opowieścią problemową, zwykle jednowątkową i ubogą narracyjnie – można ją porównać do czarnej płachty. Rozściela ją przed terapeutą i mówi: oto ja. Zadaniem terapeuty jest wyciągnąć spod tej płachty różne kolorowe węzełki, które wzbogacą narrację. Przykładowo klientka twierdzi, że jest złą matką, tylko tak potrafi siebie postrzegać. Terapeuta pyta: czy zawsze jesteś złą matką? Pamiętasz może jakieś sytuacje, kiedy byłaś w tym dobra? Na początku kobieta zaprzecza, ale w końcu udaje jej się dostrzec jakieś wyjątki, sytuacje, kiedy było inaczej. Te nowe opowieści nie zastępują dotychczasowej, ale sprawiają, że przestaje być ona tak uboga. I klientka wychodzi z gabinetu ze swoją czarną płachtą, ale już przyozdobioną kolorowymi węzełkami.

 Jak jeszcze można poszukiwać tych wyjątków w problemowej opowieści?

Można zastosować metodę „świadków zewnętrznych” czyli zastanowić się, kto mógłby ten nowy wątek, wyjątek w dotychczasowej opowieści potwierdzić? Często korzystamy z niej intuicyjnie, poza gabinetem terapeuty. Kobieta, która uważa się za złą matkę, może sobie przypomnieć, jak wiele lat wcześniej, gdy była jeszcze nastolatką i pomagała ciotce robić obiad, ta stwierdziła: „Wiesz co, dziecko, kiedyś będziesz świetną matką”. Znajdujemy w ten sposób opowieść i osobę, która potwierdza nasze możliwości. Warto sobie tworzyć taki „klub wspierających postaci”. Poszukiwać osób, które wesprą i potwierdzą naszą preferowaną opowieść o sobie.

 A przecież ciągle się zmieniamy i zmienia się nasza opowieść o sobie. Czy nie zagraża to naszej tożsamości?

Nie, tożsamość narracyjna łączy przeszłość, teraźniejszość i przewidywaną przyszłość w spójną całość znaczeniową. Mimo różnych przemian, jakich doznajemy w życiu i w nas samych, opowieść toczy się dalej. Dzięki niej pogłębia się nasza samoświadomość, możliwe są też przeobrażenia tożsamości. Opowiadając swoją historię, stajemy się autorami własnego życia.

 A co może ją przerwać?

Jakieś bardzo trudne wydarzenia. Magdalena Chorodyńska prosiła osoby z rozpoznaniem szpiczaka mnogiego czyli nowotworu układu krwiotwórczego o opowiedzenie historii swego życia. Okazało się, że ich opowieści w małym stopniu uwzględniały czas przed chorobą. W większości ich narracje dotyczyły objawów i personelu medycznego, a także tego, czego już nie mogą robić, a co jeszcze im wolno. Czytając te historie, miało się wrażenie, że całe ich „ja” zostało sprowadzone do choroby. To pokazuje, że jeśli zdarzy się w życiu coś trudnego, co przerwie nam wątki narracji, trudno jest potem połączyć je w spójną całość. Mogą też zniknąć wątki dotyczące przyszłości, bo taki ktoś czuje, że żadnej przyszłości już dla niego nie ma.

 Czasem trudno nam mówić o czymś traumatycznym, co zdarzyło się w naszym życiu. Lepiej pozostawić takie dramaty niewypowiedziane?

Przeciwnie, z badań Jamesa Pennebakera wynika, że o traumatycznych zdarzeniach trzeba opowiadać i to wielokrotnie – dzięki temu można przepracować to, co się stało. Opisywanie traumatycznych zdarzeń pomaga radzić sobie z nimi. Pennebaker mówi o rozplątywaniu traumatycznego węzła, gdy wyodrębniamy różne epizody, a wspomnienia układają się w opowieść. To pomaga uporać się z doświadczeniem.

Jeśli dotychczasowa opowieść o naszym życiu nie pomaga nam, przeciwnie, jest tą czarną płachtą…

To możemy ją przeredagować i stworzyć alternatywną historię, z którą lepiej będzie nam się żyło. Wzbogacamy tę nową opowieść, znajdując w historii swego życia pasujące do niej zdarzenia. Wiążemy ją ze swymi zamiarami, wartościami, zobowiązaniami, nadziejami i marzeniami. Przekonstruowanie tożsamości narracyjnej to praca wieloetapowa i niełatwa. Ale warto ją podjąć, nowa opowieść o sobie może wiele zmienić w naszym życiu.

 

Źródło: https://charaktery.eu/artykul/opowiesci-ktore-nas-tworza-7973

 

Czytaj też

„Rodzina pisze twój los”, „Charaktery” 3/2004

„Opowieści rządzą światem”, „Charaktery” 9/2012

– dostępne na www.charaktery.eu

×