NZOZ Centrum Pomocy Profesjonalnej
Umów wizytę 22 24 12 444
Warszawa „Babka Tower” al. Jana Pawła II 80 lok. 21 i lok. 129
Czytelnia
Blog o psychologii, psychoterapii i rozwoju osobistym

Każdy chociaż raz w życiu doświadczył zjawiska stresu. Każdy intuicyjnie potrafi go zdefiniować i określić czym się on objawia – jakimi reakcjami fizjologicznymi i psychicznymi. Stres jest nieodzowną częścią ludzkiego życia i zapewne większość osób przyzna, że matura należała do przeżycia, w którym napięcie i podenerwowanie były wyjątkowo wysokie. Niestety, nie ma żadnych metod-cudów, które sprawią, że egzaminy dojrzałości staną się nagle niezwykłą przyjemnością, są jednak sposoby, aby tzw. stres wrogi czyli dystres przemienić w stres mobilizujący – eustres.

Stres może mieć dwa oblicza. Może być przeszkodą, czymś, co paraliżuje, zniechęca i utrudnia mobilizację do podejmowania działania lub wręcz przeciwnie. Eustres, to traktowanie sytuacji stresowych jako wyzwania. Z kolei siła stresu zależy od tego, jak człowiek ocenia swoje możliwości poradzenia sobie. Zatem pierwszym krokiem powinna być redefinicja sytuacji napięcia jako szansy na rozwój. Następnym zaś sprawienie by rozwój ten był jak najbardziej efektywny, a co za tym idzie, niósł za sobą pozytywne rozwiązanie sytuacji stresowej.

Jak zatem wdrożyć owe rady w życie, by matura nie spędzała snu z powiek?

Powitaliśmy już kalendarzową wiosnę, zegary przestawione, resztki śniegu stopniały – czas wreszcie podnieść głowę znad komputera, wstać zza biurka i obudzić się z zimowego letargu!  Według wielu badań to właśnie wiosną mamy najwięcej chęci do działania – promienie słoneczne dostarczają nam odpowiednie dawki witaminy D, powiew ciepłego powietrza daje energię i motywację do zmian. Dni stają się coraz dłuższe, trzeba to wykorzystać, bo jeśli przegapimy ten moment, nasza pozytywna energia zmarnuje się.

Od celu do działania

Wiosna do dobry czas na odkurzenie i ponowny przegląd niezrealizowanych noworocznych postanowień. Tylko kilka procent z nas ma odpowiednią determinację, aby je przekuć w czyn i skutecznie realizować, zwykle motywacja kończy się już w styczniu. Teraz jest druga i chyba ostania szansa, aby w tym roku coś w naszym życiu zmienić.

Zanim przystąpimy do zmian najpierw warto precyzyjnie ustalić nasze cele i zadać sobie pytania:

  • Dlaczego chcę to robić?
  • Jaki jest główny cel moich działań?
  • Co jest dla mnie naprawdę ważne w osiągnieciu tego celu?
  • Jaki przeszkody i nawyki mogą mi utrudnić osiągnięcie celu?

Zastanówmy się także, czy są to nasze własne cele?  Jeśli chcemy coś zrobić, aby zadowolić innych, z powodu chwilowej mody (np. wszyscy są „eko” to ja też) czy dla towarzystwa (np. większość znajomych ćwiczy do maratonu, więc choć tego nie znoszę, wspólnie spędzamy czas biegając). Większość zmian wymaga wytrwałości i motywacji, a o te trudno, jeśli cel nie jest nasz.

 

Najlepsze życzenia z okazji

Świąt Wielkiej Nocy

składa Zespół CPP

Każdy może przeżyć orgazm.

Teoretycznie, z anatomicznego, fizjologicznego punktu widzenia – każda kobieta i każdy mężczyzna posiadający ośrodkowy układ nerwowy, okolice erogenne, może przeżyć orgazm. Problem pojawia się w praktyce, bo to, że coś posiadam, nie znaczy, że mogę z tego należycie skorzystać. Zapominamy bowiem, że cała seksualność, a więc również zdolność do przeżywania orgazmu, kryje się nie między udami, a między uszami, czyli w mózgu. To mózg i jego poszczególne struktury odpowiadają za przetwarzanie odbieranych bodźców erotycznych, zarówno czuciowych, jak i motywacyjnych. I to mózg decyduje, czy pewne zachowania seksualne są hamowane, czy modulowane – czy kobieta chce w pełni zaangażować się w kontakt seksualny, na ile jej aktywność seksualne wiąże się z przyjemnymi doznaniami, a na ile z zachowaniami lękowymi. Na doświadczenie orgazmu wpływa również jakość jej relacji z partnerem (na ile spełnia on jej potrzeby i oczekiwania), ale też dzień cyklu i poziom hormonów płciowych, przyjmowane leki, rodzaj stosowanej antykoncepcji, wspomnienia wcześniejszych doświadczeń seksualnych, wreszcie podejście do seksualności i do przyjemności seksualnej kształtowane przez środowisko, w którym się rozwijała. Czynników, które mogą zakłócić dostęp do przeżywania rozkoszy jest wiele.

Coaching to metoda zmiany/wsparcia psychologicznego, która koncentruje się na ustalaniu i osiąganiu celów uczestnika coachingu.

  • Nasza relacja w coachingu charakteryzuje się partnerstwem. Można to porównać do relacji zawodowej. Ty jesteś ekspertem od siebie, ja ekspertem od procesu coachingowego, w tym sensie relacja jest symetryczna. Nie występuje w roli eksperta czy specjalisty. Nie udzielam Ci porad czy konsultacji, w coachingu może się to wydarzyć jedynie incydentalnie i to z wyraźnym podkreśleniem z mojej strony.
  • Rozwiązania w coachingu generuje Klient. Udzielam Ci na różne sposoby wsparcia, abyś mógł/a sam/a sięgnąć do swoich zasobów i odnalazł/a lub skonstruował/a najlepsze rozwiązania dla swoich trudności/celów.
  • Coaching jest elastyczny pod względem formy, miejsca i czasu. Naszymi warunkami brzegowymi jest to, aby nie spotykać się rzadziej niż co 3 tygodnie na czas między 90 a 120 minut.
  • Coaching jest krótkoterminową formą pomocy. Najczęściej trwa 6 sesji.
  • Coaching koncentruje się na teraźniejszości i przyszłości Klienta. W razie potrzeby sięga się po doświadczenia z przeszłości, jednak nie jest to „stały” element.

W rodzinach opowiada się różne historie. Dziecko dowiaduje się, czy ważniejsze jest mieć, czy być, albo co znaczy być kobietą lub mężczyzną. Czasem mówi się o tym wprost, czasem zaś wynika to pośrednio z opowieści członków rodziny o ich własnym życiu.

Rozmowa z dr hab. Anną Cierpka.

dr hab. Anna Cierpka jest psychologiem i psychoterapeutą. Pracuje na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego i w Centrum Pomocy Profesjonalnej w Warszawie. Interesuje się problematyką funkcjonowania rodziny i tożsamości oraz psychologią narracyjną. Jest autorką licznych publikacji m.in. książki: „Tożsamość i narracje w relacjach rodzinnych”, współautorka „Psychologii narracyjnej”. Specjalizuje się w terapii rodzinnej.

Karolina Rogaska: Adam, bohater filmu „Cicha noc” ma opowieść o ojcu, którego nie było przy nim, bo pracował za granicą. I choć syn cierpiał z tego powodu, po latach sam wyjechał do pracy w Holandii. Czy rodzinne opowieści wpływają na to, co nam się w życiu przydarza?

Anna Cierpka: Jesteśmy „zanurzeni” w rodzinnych opowieściach od samego początku bycia w rodzinie. Narracje rodzinne dostarczają nam określonej wiedzy o świecie, przez ich pryzmat postrzegamy rzeczywistość. Jak mówił psycholog Jerome Bruner: narracja naśladuje życie, a życie naśladuje narrację. Poprzez tworzenie historii porządkujemy swoje doświadczenie, nadajemy mu sens i organizujemy je w spójną znaczeniowo całość. Dokonujemy w jakimś sensie „aktu stworzenia”.

14 lutego – święto miłości, czyli tzw. Walentynki, powoli osadzają się w naszej kulturze, a nawet biznesie. Coraz częściej działy HR starają się umilić pracownikom ten dzień, chociażby fundując czekoladki w kształcie serduszek. Pewnie nieraz słyszeliście tego dnia dowcip, że 14 lutego to także Dzień Pracoholika.  Dlaczego?  Bo to ludzie zakochani w swojej pracy.

Czy tak rzeczywiście jest?  Często słyszymy, gdy ktoś mówi, że jego zawód jest jego pasją, kocha swoją pracę, no po prostu jest pracoholikiem.  Kiedy ktoś dużo pracuje, ma wiele obowiązków, znajomi też stwierdzają, że jest pracoholikiem. To nieuprawnione stereotypy – czas rozprawić się z mitem 14 lutego jako Dniem Pracoholika.

 

1. Już nie wiem czy to moje zdanie, jego, czy nasze”
W zbyt ciasnej relacji masz problemy w różnicowaniu, które opinie, myśli, emocje są Twoje, a której drugiej osoby. Z jednej strony czerpiecie przyjemność z tego, że w tak wielu sprawach się zgadzacie, ale jednak czasem możesz odczuwać dyskomfort, gdy sam już nie wiesz co właściwie Was odróżnia.
[NIEZRÓŻNICOWANIE]

Cel: sukces, sława, uznanie, pieniądze, szacunek, prestiż, piękno… i dużo like’ów! 

„Lajki stanowią o naszej wartości rynkowej i mają charakter społecznej waluty.” – prof. dr hab.  Michael Fleischer.

Przedstawiciele pokolenia urodzonego w okresie od 1984 do 2000 roku są znacznie bardziej narcystyczni, niż przedstawiciele pokolenia powojennego wyżu. To indywidualiści skoncentrowani na samorealizacji.

Osoby te nieustannie dążą do ideału promowanego przez media. Wciąż podnoszą sobie poprzeczkę. Uczestniczą w wyścigu o poczucie akceptacji i aprobaty społecznej. Żyją w złudnym pragnieniu stawania się coraz lepszym. Niestety, im więcej osiągają, tym bardziej pragną jeszcze większego sukcesu. Każde wcześniejsze dokonanie uznają za mało atrakcyjne. Czy pod przykrywką osiągnięć nie skrywa się przypadkiem potrzeba szacunku, bycia wyjątkowym i docenionym?

W dzisiejszych czasach coraz częściej słyszymy o problemie spędzania przez dzieci zbyt dużej ilości godzin przed ekranami.

Z jednej strony jest to spowodowane wszędobylską elektroniką – komputeryzacją, koniecznością szybszego przepływu informacji. Takie mamy czasy, że dzieci coraz częściej używają komputerów i tabletów nawet w szkole (niczym dorośli w pracy), ale rodzi to poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego.

Nasze pokolenie miało już telewizory w domu. Co szczęśliwsi – także gry telewizyjne, czy pierwsze komputery, jednakże nie spędzaliśmy przed nimi tak dużo czasu jak obecni młodzi. Nadal wygrywało podwórko i boisko, może dlatego, że na ulubiony program telewizyjny czekało się tydzień, a na ulubiony film trzeba było iść do kolegi, który miał magnetowid i film na kasecie VHS. Nikt nie słyszał o powszechnym użyciu telefonii komórkowej, łączność z rodzicami utrzymywano przychodząc pod okno. Wracaliśmy do domów brudni, zmęczeni i szczęśliwi.

×